„ Nie chcę Was martwić, ale generalnie tutaj jest lepiej jak w domu a jedzenie jest nawet lepsze niż u Babci Mieci!”

„ Nie chcę Was martwić, ale generalnie tutaj jest lepiej jak w domu a jedzenie jest nawet lepsze niż u Babci Mieci!”

Opinia jednego z najmłodszych uczestników przekazana rodzicom

 

Moje refleksje po Obozie Wojownika

Esej napisany przez jednego ze starszych uczestników Obozu Wojownika

 

 „Wakacje Wojownika” – tak nazywał się obóz w którym uczestniczyliśmy. Najprawdopodobniej oznaczało to, że czynności podejmowane na tym obozie zbliżone były do tych, które podejmuje przebywający na wakacjach wojownik.

            Każdy wie, czym zajmują się wojownicy na co dzień, a ja nie zamierzam nikogo wyprowadzać z jego mniej, lub bardziej błędnych przekonań. Teraz jednak, dzięki temu obozowi, wiedza ta została rozszerzona o informacje na temat tego, co robi wojownik, gdy ma wakacje.

            Wiemy zatem, że większość tego czasu pomiędzy zajęciami programowymi spędza on  w pozycji horyzontalnej. Najczęściej znajduje się on wówczas w łóżku, na łóżku, na plaży, na podłodze lub na ławce, lecz ostatnie dwa warianty uchodzą za niewygodne i nie cieszą się dużą popularnością.

            Pozycja horyzontalna umożliwia wojownikowi podejmowanie rozmaitych akcji i interakcji, takich jak sen, lektura, kontemplacja krajobrazu, nasłuchiwanie dźwięków otoczenia oraz konsumpcja, konwersacja lub irytacja.

            Trzecią, czyli nieco mniej od jedzenia istotną rzeczą, jest intensywny trening. Trening musi być intensywny, gdyż tylko taki umożliwia zachowanie właściwego stosunku do rzeczy pierwszych i drugich, czyli odpoczynku i konsumpcji.

            Treningi można podzielić na trzy główne kategorie: trening zbyt lekki, trening zbyt ciężki i trening idealny. Trening zbyt lekki to taki, po którym wojownik ma dość sił by zdjąć z siebie mokre od potu ubranie i podjąć dyskusję z towarzyszami. Trening idealny prowadzi natomiast prosto do łóżka, w którym wojownik spoczywa przez następne pół godziny i czeka, aż jego puls zwolni, a oddech ścichnie. Nikt z nas nie przeżył treningu zbyt ciężkiego, ponieważ niesie on z sobą wysokie ryzyko dla ćwiczących i mógłby mieć przez to niekorzystny wpływ na relacje między wojownikami, a ich trenerami a w związku z tym trenerzy nie doprowadzają do takiej intensywności ćwiczeń

         Obóz „Wakacje Wojownika” nie zakończył się  tak, jak można by się tego spodziewać znając zakończenia np. kolonii. Zamiast ostatniego karkołomnego wysiłku, po którym wszyscy zalegliby w łóżkach, odbył się konkurs artystyczny. W konkursie tym uczestnicy obozu przedstawiali dowolnie skomponowany program, którego treści ani przekazu nie ograniczały żadne zasady. Oznaczało to tyle, że pomiędzy występami akrobatów obserwowaliśmy znane wszystkim układy formalne, przeplatane występami wysokiej klasy komików.

         Jak się jednak okazało nie był to koniec obozu. W zastępstwie obowiązkowego punktu każdych wakacji – zielonej nocy – odbył się egzamin Taekwondo, do którego podeszli wszyscy uczestnicy „Wakacji Wojownika”. Zbudzeni o zbujeckiej (a możę wojowniczej?) godzinie, głodni, zakwaszeni, z kluskami na zębach i piaskiem w oczach weszliśmy na salę egzaminacyjną. Jako że pan Piaskun był dla nas wyjątkowo hojny, nie zdołaliśmy odpowiedzieć nawet na najprostsze pytania trenerów, za co spotkała nas zasłużona nagroda w postaci motywujących pompek, prowadzących do pobudki, a w wielu przypadkach również promocji na następny stopień.

            Dzięki takim wyjazdom, jak opisany powyżej obóz, człek zmyślny zdolen jest nowe umiejętności posiąść i we umyśle swoim w całość je złożywszy, na nowe tory egzystencyji żywot swój skierować.

Esej napisany przez jednego ze starszych uczestników Obozu Wojownika

 

 

Dodaj komentarz:

Menu

Korio - Agencja szkoleniowo - treningowa

logowanie administratora