Kto się boi rekina?

(Cykl rozmów prowadzonych przez redaktora Marka Siwickiego z Gazety Olsztyńskiej w latach 2003-2006)

Opowiadałeś mi kiedyś o pływakach, którzy wyskakiwali z basenu przed rekinem. Pomówmy o sugestii i podświadomości oraz roli tej ostatniej w sporcie wyczynowym? 

Czyli umiejętności docierania do osobowości sportowców poprzez techniki sugestywne, a to już działalność ocierająca się o zjawiska, które można by zakwalifikować jako manipulację psychologiczną. Przykład o którym wspominasz dowodził jak potężne są niektóre techniki psychologicznego oddziaływania na człowieka. Jeśli zastosuje je nieodpowiednia osoba i w sposób nieodpowiedzialny, to wówczas może nie na żarty narozrabiać. A było to tak...Australijscy trenerzy pływania wymyślili, żeby dla swoich pływaków zatrudnić hipnotyzerów. A to po to, by przełamać pewne bariery treningowej niemocy u zawodników. Wyszli z założenia, że skoro mówi się tyle o sugestii, to najlepszą metodą zastosowania tego środka będzie wykorzystanie do pracy szkoleniowej hipnozy. Tym sposobem chcieli doprowadzić swoich podopiecznych do większego rozwoju sportowego. I jak uradzili tak i zrobili. Hipnoterapeuci uznali, że najsilniejszym bodźcem motywacyjnym działającym na pływaków będzie wyobrażanie sobie przez nich, że goni ich rekin. I w głębokiej hipnozie tego typu sugestię zawodnikom kodowali. U tych, którzy byli wysoce podatni na hipnozę, bo u różnych ludzi daje ona zróżnicowany skutek, efekt był piorunujący. Zawodnicy bili rekordy szybkości - ale tylko na jednej długości basenu! Po dopłynięciu do jego skraju wyskakiwali na krawędź i odskakiwali jak najdalej od wody. Bardzo długo trwało u nich odwracanie tego procesu. Nieprędko udało się przekonać zawodników, by na nowo weszli do basenu , bo nikt rozsądny nie wraca do wody gdzie jest rekin! Powstał u nich blok psychiczny przed zrobieniem nawrotu. I jeszcze przez jakiś praktykowano w pływaniu „metodę rekina”. Sam widziałem serię okularów pływackich  z sylwetką rekina wymalowaną na powierzchni szkła okularu. Bzdura totalna! Zawodnik płynie, patrzy przed siebie i widzi zarys rekina...Taki widok owszem prowokuje, żeby szybciej płynąć - ale w przeciwną stronę. Patent może i dobry, lecz tylko w przypadku grzbietowca, a na pewno nie kraulisty, żabkarza czy zawodnika pływającego stylem motylkowym...

 

Pomówmy o motywacji do uprawiania sportu...

Po pierwsze, trzeba wiedzieć jak tę motywację wzbudzać u człowieka, by dał z siebie wszystko przygotowując się do wysiłku i realizując zadanie. Drugie zaś, to jak tę motywację podtrzymać w sposób stały, szczególnie w sytuacjach, kiedy sportowcy przełamują bariery wysiłkowe, bólu zmęczenia psychicznego. Kiedy latami ćwiczą na krawędzi wytrzymałości organizmu ludzkiego.

 

Jak mieć tę motywację i podtrzymywać ją na wysokim poziomie?

Są zewnętrzne i wewnętrzne mechanizmy regulujące motywowanie. Pierwszy buduje się w taki sposób, że zawodnik otrzymuje nagrodę i dla niej podejmuje działanie. Drugi zaś, że robi coś w celu zaspokojenia własnych ambicji i wewnętrznych potrzeb, bo na przykład chce osiągnąć sukces. W procesie wychowania motywacja zewnętrzna jest pochodną wewnętrznej. Dziecko dostaje cukierka lub ciastko za to, że było grzeczne. Z czasem wystarczy pogłaskanie po głowie. Jeszcze później nastolatek jest grzeczny, bo uważa, że taki być powinien i ta świadomość daje mu wewnętrzne poczucie spokoju. Jest z siebie zadowolony. Motywacja z wykorzystaniem oddziaływania zewnętrznego jest istotna ale należy dążyć do tej wywoływanej w sobie, a więc wewnętrznej.

Fantastyczny eksperyment ilustrujący korzyści wynikające z motywowania wewnętrznego i efekty zewnętrznego, zrobili Amerykanie. Otóż wytypowali oni studentów i podzielili ich losowo na dwie grupy. Każda wykonywała beznadziejnie nudne zadanie nawijania nici na szpulkę. Z tym, że jedna grupa dostawała dosyć godziwe zarobki, natomiast druga robiła to za banalnie niską stawkę. Po kilku dniach wykonywania tego zadania, studentom podziękowano  i wręczono wynagrodzenie zgodne ze z wcześniejszymi ustaleniami. Po kilkunastu dniach ponownie zwrócono się do studentów za pośrednictwem ankieterów, a ci pytali jak osoby biorące udział w eksperymencie, oceniają wykonywane zadanie. Testowani, którzy byli sowicie wynagradzani, twierdzili iż było to zadanie banalne, głupie i pozbawione sensu. Męczyli się przy nim. Zainkasowali pieniądze i nie chcą więcej do tematu wracać. Natomiast uczestnicy drugiej grupy, czyli ci wynagradzani mizernie, doszukiwali się w swoim zadaniu wewnętrznego uzasadnienia. Bo człowiek zawsze chce mieć wewnętrzne uzasadnienie tego co robi. I studenci z eksperymentu znaleźli takowe. Mówili. że nawijając nici na szpulkę kształtowali koordynację wzrokowo-ruchową, że monotonna czynność powodowała, iż wpadali w pewien rodzaj transu, który rozwijał ich duchowo, bądź była to pewnego rodzaju forma medytacji. Twierdzili też, że było to ciekawe doświadczenie, które mogliby ewentualnie powtórzyć.

 

To znaczy lepiej płacić mizernie, bo za dobre pieniądze nikt pracować nie chce? Tego nie chcesz chyba powiedzieć?

Zmierzam do tego, że gaża dla sportowców musi być swoistą nagrodą, a nie celem samym w sobie. Nie będzie motywowała do samodoskonalenia się, jeśli nie będzie osadzona w realiach, jeśli nie będzie miała związku z trudnością wykonywanego zadania i poziomem sportowym zawodnika. Zawodnik musi kochać dyscyplinę, którą uprawia a nie pieniądze, które otrzymuje za jej uprawianie. Nawet największe pieniądze nie zrobią z „faceta z ulicy” mistrza olimpijskiego. Natomiast osiągnięcie poziomu mistrzowskiego winno być odpowiedni odo tego poziomu nagrodzone – również finansowo   

 

I patrząc na sport to takich przykładów jest wiele. Drużyny stojące znakomicie finansowo i stabilne organizacyjnie, przegrywają z zespołami, które nie dostają poborów...

Jeśli ktoś wykonuje dobrą robotę, to powinien być oczywiście opłacany. I mają rację ci, co tak twierdzą. Ale powinna być i motywacja zewnętrzna czyli owe pieniądze muszą być poprzedzone zbudowaniem wewnętrznego mechanizmu, który Terry Orlik, znakomity psycholog społeczny z Kanady określił jako koło doskonałości. Musisz stworzyć w sobie wewnętrzny mechanizm dążenia do doskonałości, żeby przede wszystkim dla własnej satysfakcji poprawiać swoje funkcjonowanie. Niezależnie co będziesz robił. Czy zamiatał podłogę, czy sprzątał śnieg z podwórka, czy wykonywał skomplikowane zadanie matematyczne, czy sięgał po tytuł mistrza świata. Zewnętrzna nagroda musi być pochodną, za to co robisz bardzo dobrze. Pochodną, a nie celem. W niektórych dyscyplinach sportu jak i innych dziedzinach życia też, choćby w procesie wychowawczym w domu, rodzice popełniają błędy, tworząc mechanizm, że dziecko coś robi, bo dostanie nagrodę, pieniądze - jak się będzie np. dobrze uczyło. Zawodnik piłki nożnej dostaje pieniądze, które nie mają nic wspólnego z prezentowanym przez niego poziomem umiejętności. Pieniądze mu się należą! Czyżby jednak? W takiej sytuacji zaczyna się problem. Zawodnik dostaje coraz większe gaże, a standard wykonania obowiązków spada. No bo za byle jaką pracę dostaje powiedzmy 1000 złotych, to ile mu trzeba dać, by wykonywanie tej byle jakiej pracy podniósł na wyższy standard. Znaleźć w sobie motywację, by wykonać zadanie dużo lepiej. Jeśli 2000 czy 50000 tysięcy go zadowala, to nie będzie lepiej pracował, bo mu takie wynagrodzenie wystarcza.

 

Odnoszę wrażenie, że wy psycholodzy pojawiacie się obok sportowców zbyt późno i na bardzo krótko, by w pełni im służyć. Naprawiacie doraźnie niedociągnięcia czy braki wychowawcze...A powinni to robić na co dzień trenerzy!

Na igrzyskach olimpijskich w Atenach byłem zaskoczony jak duża grupa zawodników i trenerów zwłaszcza nie miała pojęcia czego od nas psychologów oczekiwać. A przecież im wcześniej wysoce wyspecjalizowani szkoleniowcy mogliby oddziaływać na swoich zawodników psychologicznie, to również i poziom sportowy ich podopiecznych byłby wyższy. Kształtując zawodnika przez odpowiedni trening, układamy go też jako człowieka do każdego życiowego zadania.

 

I masz hasło żywcem z czasów komuny „Sport wychowuje”. Choć wtedy nikt w sporcie nie zatrudniał psychologów sportu!

Ale ma ono i miało głęboki sens. A i wówczas nie brakowało znakomitych trenerów. Nazywanych naturszczykami z tym, że nie było psychologów to też, nie jest do końca prawdą. W sporcie wyczynowym pojawiali się oni już w latach pięćdziesiątych ale byli całkowicie w cieniu i o nich się nie wspominało. Mówi się o wybitnym trenerze i jego intuicji Papie Sztamie, a nikt się nawet nie zająknie o psychologach, którzy wówczas z nim współpracowali.

 

A współpracowali...?

Trener dysponował wiedzą fachowa ale chętnie sięgał i do tej psychologicznej. Orły piłki nożnej z wybitnym trenerem też się z powietrza nie wzięły. Też mieli psychologów. Nie chce przy tej okazji gloryfikować roli psychologów lecz chcę zwrócić uwagę na fakt, że trenerzy wiedzieli, iż warto sięgnąć do literatury fachowej, by pogłębić swoją wiedzę.

 

Prości ludzie, uczyli prostych patentów?

Gdyby stan edukacji trenerów kształconych specjalistycznie na Akademiach Wychowania Fizycznego, bardziej szykował ich do realiów trenerskich i życia, a mniej pompował wiedzę akademicką, to mielibyśmy lepszą sytuację. To samo zresztą dotyczy nauczycieli.

 

Nie widzielibyśmy zestresowanych trenerów?

Stres dopada wszystkich. Nawet najwybitniejszy psycholog specjalista od sytuacji antystresowych może paść na zawał serca. W pewnym momencie biorąc zbyt wiele na siebie, można stracić jasność spojrzenia. Dlatego też to dotyczy wszystkich ludzi, a także i trenerów. Może zwłaszcza ich, bo angażują się emocjonalnie w proces szkoleniowy jeszcze bardziej od zawodników. Dlaczego bardziej? Stymulują się tak samo jak zawodnicy przed każdym treningiem, który muszą dodatkowo opracować i przemyśleć więc stymulują się podwójnie. W okresie przygotowania jednostki treningowej i w fazie jej realizowania. Stymulują się w czasie startu zawodnika. Natomiast zawodnik w treningu i w czasie startu w sposób najbardziej naturalny jaki wymyśliła natura, rozładowuje stres. Wysiłkiem. Bardzo niewielu trenerów rusza się. Idzie pobiegać, dba o siebie i wykonuje ćwiczenia w siłowni lub siedzą w kajaku, by powiosłować.

 

A powinni to robić zwłaszcza trenerzy siatkówki czy koszykówki, bo ci zajmujący się lekką atletyką biegają zwykle z grupą...

Owszem, ci pierwsi po meczu wychodzą naładowani stresem i emocjami tym bardziej, że spotkania stają się widowiskiem kształtującym emocje widzów ale również i wpływają na emocje uczestników rywalizacji. Nagromadzenie stresu jest więc  jeszcze większe...I w pewnym momencie trenerzy tracą jasność spojrzenia, że coś złego zaczyna się dziać, kiedy trzeba coś ze sobą zrobić, by stres rozładować. I w tu jest cały problem...

 


Fot. 1. Konsultacja trenerska (IO Ateny 2004)

 

Jak? Czy to tylko kwestia wyboru metody?

Też, bo najprostszą i najszybsza jest sięganie po wódkę oczywiście. I nie chodzi o to, że alkohol jest całkowicie be, że jest wstrętny i wszyscy powinni być abstynentami. Jest on w minimalnych dawkach pewnym sposobem na stres. Relaksuje. Wycisza i to szybko. Od zaraz jest lepiej...Ale jest to tylko chwila ulgi.

 

Tabletka jest więc może lepsza?

Nie. Alkohol i farmakologia to tylko półśrodki, które niosą ze sobą niebezpieczeństwo uzależnienia. Najzdrowszym środkiem jest ruch. I żaden psycholog czy lekarz specjalista nie wymyślił lepszego sposobu rozładowania stresu, niż rozsądny ruch, dający rozładowanie fizjologiczne pobudzonego stresem organizmu. Bo stres to jest pobudzenie fizjologiczne.

 

Pociągające za sobą i potworne zmęczenie psychiczne....

Bierze się ono stąd, że wytwarzają się hormony, krążące po krwi, a ten krwioobieg odwiedza też i mózg. I jeśli emocji nie rozładuje się ruchem, to hormony będą filtrowane przez mózg i tam absorbowane od organizmu. Przyswajane. Człowiek powstał po to żeby się ruszał całe życie. A to zmusza go coraz częściej, żeby siedział właśnie. My to też to robimy rozmawiając.

 

Więc najlepiej było by rozmawiać biegnąc?

Jeśli tylko potrafisz wtedy notować. Czemu nie?

 

Refleksja po latach:

Od rozmowy z Markiem Siwickim upłynęły dwa cykle olimpijskie a w trakcie IO Londyn 2012 było podobnie jak w Atenach… jakby czas stanął w miejscu.

D. Nowicki

 


Fot 2. W trakcie IO Londyn 2012, żeglarska wioska olimpijska w Weymouth

 

 

Menu

Korio - Agencja szkoleniowo - treningowa

logowanie administratora