Nos trenera na huśtawce

(Cykl rozmów prowadzonych przez redaktora Marka Siwickiego z Gazety Olsztyńskiej w latach 2003-2006)

Ostatnie dni roku to i dla sportowców czas szczególny. A widać zwykle po ligowych kolejkach obfitujących w niespodzianki. Faworyci przegrywają albo się męczą się z przeciętniakami. No właśnie dlaczego?

Taka sytuacja ma związek okresem podsumowań mimo, że dla niektórych koniec roku kalendarzowego, to wiąż jeszcze pełnia sezonu. Słabsi wiedząc, że nie mają już nic do stracenia a tylko do ewentualnego zyskania, koncentrują się i walcząc na swoim poziomie potrafią pokonać lepszych od siebie, bo wielcy zaspokoili już swoje ambicje i myśli. Oni koncentrują się mniej na występie podczas zawodów, a poddają się już atmosferze ostatnich dni roku. Sportowiec przebywa od ośmiu do dziesięciu miesięcy poza domem, a w okresie o świąt do sylwestra ma zwykle czas dla najbliższych, choć nie we wszystkich dyscyplinach!. I czeka na te dni. No bo przy okazji składania życzeń jest okazja do stawiania nowych celów, dawania sobie i innym obietnic.

Czyli jest związek między emocjami a wynikiem sportowym?

Bardzo ścisły. Jeśli sportowiec jest już myślami poza boiskiem, a musi jeszcze zagrać mecz czy stoczyć walkę obciąża swoja psychikę negatywnymi emocjami. Zaczyna się obawiać ewentualnej porażki i zaczyna się pojawiać strach. Wyzwala się wówczas często mechanizm koncentracji na błędzie. Sportowiec skupia się, by go nie popełnić, jego myśli zaczynają być tym zdominowane. I wówczas niestety taki błąd popełni. Inaczej by się stało gdyby zamiast na błędzie skupił myśli na prawidłowym wykonaniu czekającego go zadania. Weźmy skoczka narciarskiego. Ma on do wykonania dwa skoki w konkursie. Jeśli stając na rozbiegu zacznie myśleć o tym żeby tylko nie odchylić nart, nie wybić się za późno, szybciej popełni właśnie taki błąd niż jego rywal, który skupi się wyłącznie na wyświetleniu sobie filmu w głowie, jak skok powinien wyglądać prawidłowo.

Znaczy, że jeśli zawodnik się boi, też przegra?

Jest to bardzo prawdopodobne. To przypadek określany jako syndrom ofiary. Ludzie którzy boją się być skrzywdzeni stają się najczęściej obiektem ataków. Napastnik bowiem ów strach, słabość rejestruje na poziomie podświadomości. Odbiera mowę ciała. A to jeden z sygnałów, który podpowiada, że trzeba działać. Podejmuje więc atak i wygrywa. Mówimy, że nie wiemy dlaczego coś zrobiliśmy w danym momencie, że podpowiedziała nam intuicja. Świadoma uwaga działa na zasadzie filtra. Mózg bowiem odbiera bodźce i po ich przeanalizowaniu wysyła informacje jaką należy podjąć decyzję.


Trenerski nos, to właściwa decyzja podejmowane często intuicyjnie?

Owszem. Życiowa wiedza szkoleniowca, jego wieloletnie doświadczenie daje mu możliwość intuicyjnego podejmowania prawidłowej decyzji.


I tacy szkoleniowcy mają ogromne wzięcie. Są ratownikami, kiedy zespół przegrywa i dołuje. Działacze zatrudniają innego trenera i zespół od ręki osiąga sukces. Cud?

Takie są fakty lecz ta zmiana nie ma związku z zastosowaniem innej koncepcji gry. Po wdrożenie nowych metod treningowych nie da się uzyskać efektów w kilka dni. To proces. Fenomen natychmiastowego sukcesu ma związek z tak zwanym mechanizmem osobowości trenera. Jeśli potrafi on przekonać zawodników, wyzwolić w nich motywacje i oni chcą walczyć koncentrując się na postawionym zadaniu, to wszyscy odnoszą sukces. Stworzenie właściwego klimatu interpersonalnego udaje się najlepiej jeśli trener obejmuje zespół w aurze zwycięzcy, bo akurat odniósł spektakularny sukces. Ważne też by byli w zespole zawodnicy, którzy swoim mistrzostwem potrafią skupić wokół siebie innych do walki.


Ale trener to też człowiek i ma uczucia. Jednego zawodnika nie lubi, innego darzy większym uczuciem, pokłada w nim nadzieje i wręcz go faworyzuje.

I właśnie emocje podobnie jak i motywacja mogą sprzyjać albo zaburzać efektywne funkcjonowanie trenera. Nadmierne emocje mącą jasność postrzegania i używając porównania bardzo trywialnego, zatykają mu ów trenerski nos. I wówczas szkoleniowiec widzi świat nie takim, jaki jest w rzeczywistości, lecz taki jaki chce widzieć. Skrajność to owa ślepa wiara w zawodniczkę i czy zawodnika i jej czy jego sukces. Wiara nie mająca zupełnie uzasadnienia w realnych możliwościach sportowych.


W przypadku porażki taki trener zawsze będzie szukał przyczyn nie w zawodniku i sobie ale innych?

To znany w psychologii mechanizm wyparcia i przeniesienia. Trener odsuwa od siebie i zawodnika prawdziwe przyczyny porażki wskazując na liczne okoliczności, które przeszkodziły w sukcesie. Wskazuje że to inne osoby zawiniły, ale nie on i zawodnik. To jest charakterystyczne dla osób z zaniżoną samooceną. One właśnie wskazując winnych naokoło dowartościowują w ten sposób siebie. Ba, nawet znęcają się nad innymi zrzucając na nich przyczyny porażki i odpowiedzialność. Gdyby byli silni, powiedzieli by: Nie wyszło. Przepraszam. Następnym razem postaram się bardziej. Tymczasem kolejna porażka i strach przed nią krzyczą w nich: Jak ja ją zniosę, to przecież nie moja wina!

Czy da sie coś zrobić z zatkanym nosem trenera?

Trener w kontaktach z zawodnikiem ma zachowywać się asertywnie, czyli zdecydowanie, spokojnie i bez lęku. Cechą dobrego trenera, pomijając jego wiedzą merytoryczna, jest również to, że zawodnik jest u niego na pierwszym miejscu, jest gwiazdą. A trener jest krok za nim i pozwala działać podopiecznemu. Umiejętnie odsuwając swoje ambicje i chowając emocje do kieszeni, na później stawiając jako cel główny sukces, do którego dążą z zawodnikiem. Jeśli trener tego nie dostrzega, nie umie sobie z tym poradzić to trzeba go uczyć. On ma przede wszystkim schować swoją dumę do kieszeni.

Trzeba mu więc psychologa!

Już przed olimpiada w Sydney pracowaliśmy nie tylko z zawodnikami ale szkoleniowcami właśnie. Trener również musi mieć emocje na poziomie średnim, bo tylko wówczas będzie funkcjonował prawidłowo. Rosjanie określili huśtawkę nastrojów wahadłem emocjonalnym. Nie jest możliwe efektywne funkcjonowanie, jeśli popada się w skrajności od furii do apatii na przykład. Dlatego też staramy się wyciszać trenerów. Stosować w ich przypadku między innymi treningi relaksacyjne. Zwiększa się ich efektywność w działaniu, przekładająca się na podejmowanie prawidłowych decyzji. Jeśli szkoleniowiec sam kontroluje swoje emocje i wie jak nie dopuścić do wspomnianego wahadła emocjonalnego.


Fot. 1. Doszkalanie trenerów Akademii Trenerskiej
(Ministerstwo Sportu i Turystyki)

 

Wystarczy że trener poda skład zespołu i znajdą się niezadowoleni. Powstaje konflikt.

I wtedy trener nie może doprowadzić do jego eskalacji. Nie może postawić sprawy tak, że on tu jest najważniejszy i że będzie tak jak on chce. Musi umiejętnie załagodzić emocje stawiając na pierwszym miejscu cel do którego dążą, robiąc owy krok do tyłu. A po meczu czy walce, emocje same opadną i nie ma konfliktu. A był, bo emocje zaburzyły jasność widzenia. I pojawiają się złe skutki nierozwiązanych relacji pomiędzy trenerem a zawodnikiem czy zawodnikami. Nie można wówczas liczyć na sukces. Muszą być przynajmniej w miarę rozsądnych, żeby nie powiedzieć harmonijne relacje zespołów współpracujący. I nie muszą się one co prawda kochać, żeby wspólnie pracować ale powinny się przynajmniej szanować.

No i jeszcze żeby się choć trochę lubili...

Właśnie... choć czasem o to trudno.


Fot. 2. Przykład harmonii w relacjach trenera z zawodnikiem:
Fiodor Łapin i Artur Szpilka (boks zawodowy)

 

 

Menu

Korio - Agencja szkoleniowo - treningowa

logowanie administratora